Coś się kończy, by coś się zaczęło...Miłość się zaczyna, by trwać wiecznie (Blackowa)
«  Maj 2012  »
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Przyjaciele

Młode małżeństwo pod jednym dachem z rodzicami(teściami)...

19:19, 4 październik 2010 ..   Komentowano 0  razy .. Link
(Ten wpis traktuję jako jedną z kartek "pamiętnika") Pewnie wiele młodych małżeństw zaraz po ślubie mieszka z rodzicami... jest to spowodowane w większości przypadków brakiem należytych finansów. Są małżeństwa, gdzie minimum jedno z małżonków jeszcze się uczy- idą za tym koszty czesnego, różnego rodzaju ksera, prace jak i opłata za dojazd. W innych małżeństwach pojawiło się dziecko i nie mogą sobie teraz pozwolić na kupno mieszkania/ domu ponieważ ledwo starcza na bierząco. Trzeba też otrzywiście wspomóc rodziców finansowo, bo "za darmo się nie mieszka" (choć nie wykluczam, że są na świecie tacy rodzice, którzy od młodego małżeństwa pieniędzy wołać nie będą, by mogli odłożyć sobie na swoje gniazdko). Moje pirwsze pytanie brzmi: ile razy się już kłociliście o błahostki? O to, że miotła nie jest na swoim miejscu, albo o to, że pranie nie jest jeszcze zobione. Na litość! Zrobią pranie jak w końcu nie będą mieli już w czym czystym chodzić. A miotłę teść tam zostawił, bo klatkę sprzątał. Moje drugie pytanie: ile razy docinki rodziców wyprowadzały Was na tyle z równowagi, że byliście o krok od depresji? O krok od wyprowadzki? Studziło Was jedynie realne patrzenie - "musimy siedzieć cicho, bo nie damy rady iśc na wynajem", lub "cii jeszcze trochę i się to skończy", lub "jeszcze tylko dwa lata aż skończysz studia i stąd uciekamy". Wynajem. Bardzo chętnie! I jest to bardzo wskazane do tych, którzy poradzą sobie finansowo i którym nie szkoda pieniędzy jakie mogliby odłożyć na budowę domu. Kupno. Zarabiacie na tyle dużo, by kupić sobie mieszkanie? Super! Pańswo polskie ułatwia start młodym małżeństwom po przez program "rodzina na swoim". Na początku napisałam, że traktuję ten wpis jako kartkę z pamiętnika...ale żeby był to pamiętnik muszę (a właściwie chcę) napisać część mojego życia/ mieszkania z rodzicami. ****** Spory szmat czasu mieszkamy z mężem u moich rodziców w domku jednorodzinnym. Konfliktowa jest tylko matka, która wysysa ze mnie całą energę, cały optymizm ;( Płacimy jej (jej, nie im!) 800zł "czynszu", ale nie kupujemy nic do jedzenia (sporadycznie), nie płącimy rachunków... nie obchodzi nas nic. Dbamy jednak o dom, o to by było czysto w środku jak i na zwenątrz. Zarabiamy marne grosze przy czym oboje chodzimy do szkół. Dlatego też przez minimum dwa lata jesteśmy skazani na mieszkanie i udrękę z rodzicami (czytajcie z "matką"). Nie na darmo jest powiedzenie "ciasne ale własne". I jeśli pęknie linka bezpieczeństwa, która jest już baardzo naprężona z mojej strony, to pewnie pójdziemy na jakiś wynajem, by troszkę odsapnąć. Marzy mi się domek... nie musi być wielki... Chcę w nim wychować dzieci w miłości i spokoju...ciesząca się życiem, niezależnością, swobodą....chcę oddychać całą piersią! Mam nadzieję, że kiedyś to się spełni... póki co muszę wytrzymać dwa lata ;(( Jestem u skraju wyczerpania ;( Zaciskam zęby,bo narazie mąż nie chce kombinować z wynajmem... i niestety z realnego punktu ma racje- bo na wynajmie będziemy jedli pewnie suchy chleb...I do końca nie jeste przekonana, czy czasem to nie jest lepsze od mieszkania z rodzicami pod jednym dachem ;(

Polska...

13:28,14 kwiecień 2010 ..   Komentowano 0  razy .. Link
10.04.2010r. tej daty nikt z nas chyba nie zapomni. Wielka katastrofa dla Polski. Tego dnia rozbił się samolot w Smoleńsku, na pokładzie którego był prezydent Lech Kaczyński z żoną, dowódcy wojska, politycy... najważniejsi Polacy. Lecieli oni do Katynia, by oddać hołd ludziom, którzy tam polegli. Wiele sporów przed nami, wiele niewyjaśnionych historii oraz wiele kontrowersyjnych wypowiedzi. Niegdyś szydzono z prezydenta, dziś ludzie go opłakują. Polacy są fałszywi? Czy traktują tą śmierć nie jak śmierć prezydenta ale człowieka? Należy przystanąć i poświęcić czas na chwilę refleksji. O podglądach nie powinno się dyskutować w takich chwilach, ale jestem pewna, że po pogrzebie Polacy będą wkładać ręce tam, gdzie nie powinni. Skłądam najszczersze wyrazy współczucia rodzinom i znajomym osób, które zginęły w tejże katastrofie.

Boże Narodzenie

13:51,14 grudzień 2009 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Zbliżają się powoli Święta Bożego Narodzenia...Nie trudno tego faktu nie zauważyć! Po 1.listopada powoli we wystawach sklepowych pojawiały się wystroje świąteczne, na półkach już można było dostrzec czekoladowe gwiazdorki. A ja się pytam jaki jest tego sens? Pomijając cel marketingowy... Wszędzie, dookoła gdzie spojrzymy media dają nam znać, że już grudzień, że już czas myśleć o świętach. Reklamy, bilboardy świąteczne - to widujemy na spacerach. Zaczynają się akcje typu "kup misia pod choinkę a pomożesz chorym"...Również miasta, miasteczka zaczynają przypominać krainę świecidełek. I nasuwa mi się na myśl pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Boże Narodzenie - jak sama nazwa mówi to narodziny Boga... i gdzie w tych reklamach, akcjach świątecznych jest Bóg? Czy pamiętamy o nim siadając do wigilijnego stołu? Czy tylko czekamy, by rozpakować prezenty i najeść się do syta, obejrzeć film, który oglądaliśmy rok temu? Wątpie, by docierała do nas nowina o narodzinach Jezusa. Przyznam Wam się, że ja nigdy nie zwracałam uwagi na to jak obchodzi się te święta. Aczkolwiek nie zapominałam o powadze tych świąt. Obojętne mi natomiast było to, co ukazuje się w reklamach (...). Jednak dziś zauważyłam, że Święta Bożego Narodzenia to dla większości z nas święta konsumpcjonizmu, święto prezentów, gadżetów, świecidełek, choinki i Mikołaja/ Gwiazdora. Dlatego też zanim usiądzemy do stołu, spojrzmy w niebo i pomyślmy o tym, dlaczego do tego stołu siadamy. Wszystkim czytelnikom tego bloga życzę zdrowych, rodzinnych i pogodnych Świąt! Oraz radości z narodzonego Jezusa

Alkoholizm

10:47,17 marzec 2009 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Prawie w każdej rodzinie są osoby, które lubią pić alkohol. W jednej piją z umiarem, w drugiej nie. Zdarzają się rodziny, w których jeden z rodziców (jeden z członków rodziny) jest niebezpieczny dla innych, bo gdy wypije staje się nerwowy, awanturuje się. Nie każdy wie, że alkoholizm jest dziedziczony. I nie każdy wie, że z tym można walczyć (jeśli już się z tym urodzi). Nie każdy też wie, że podświadomie wybiera się partnera, który lubi pić i tym samym powiela wzorce z rodziny. O alkoholizm jest dziś nie trudno. Alkohol jest łatwo dostępny (jest niemalże w każdym sklepie, jego cena nie jest wysoka). Kupują go dzieci, młodzież wchodząc małymi krokami w nałóg. Wiedząc,że mamy skłonności do sięgania po alkohol lepiej hamować się, zrezygnować z alkoholu a zamiast niegu kupić sobie coś innego, coś co lubimy, np słodkie. Dlaczego piszę o alkoholiźmie? Pochodzę z rodziny alkoholików. Ojciec zaczął pić jako pierwszy, później matka, niedawno brat. Kiedyś przechodziło przez nasz dom tornado. Były przepychanki, siniaki i płacz- mój najczęściej, bo nie umiałam temu zaradzić (...). Dziś wiem, że mam alkohol we krwi. Przechodząc między regałami w supermarkecie i widząc pólkę z alkoholem oczy szukają ulubionego piwa. Jednak nie kupuję go. Mam hamulec, coś blokuje mnie. Jak się zachowuje na imprezach z alkoholem? Piję z umiarem. Gdy wiem, że mnie "bierze" odkładam kieliszek, odwracam go dogóry dnem na znak,że już nie piję. Jak piłby na takiej imprezie alkoholik? Czy przestałby tak wcześnie jak ja?Nie sądzę. Zapytacie się mnie, czy też wybrałam partnera, który lubi pić. Nie. Wręcz przeciwnie. Mój partner nie lubi pić, a jeśli mu się to zdarzy to bardzo rzadko. Walczę ze sobą. Udaje mi się to, bo mam przy sobie kogoś na kim mi zależy, kogo kocham i kto mnie kocha. To dla mnie najważniejsze-miłośc a nie alkohol. Nie wiem czy poradziłabym sobie z tym, gdybym nie była z obecnym chłopakiem. Dzięki niemu jestem taka silna. I jestem dumna z siebie, że potrafię walczyć! A co z tymi osobami, które nie maja wsparcia w drugiej osobie? Jest już gorzej, jest większe prawdopodobieńswo, że walkę przegrają. NIE PODDAWAJCIE SIĘ! Niech to będzie wasze motto na drodze do osiągania sukcesów.

Pomóż zwierzętom

10:57,20 luty 2009 ..   Komentowano 0  razy .. Link

Niemal każdy w domu ma jakiegoś zwierzka...rybki, świnka, kot, pies... inni mają gospodarstwa, jeszcze inni mają stadninę... Gdy spytamy ludzi, czy kochaja zwierzeta odpowiedzą "tak!".

Niemal codziennie ogladam na Animal Planet program "policja dla zwierząt". Podziwiam ich i popieram... sama chciałam założyć podobną straż... ale złapałam w ręce pewną gazetkę... i w niej zauważyłam linka...

http://strazdlazwierzat.com.pl

Gdy weszłam na tę stronę uśmiech nie znikał z mojej twarzy! Ucieszyłam się, że jednak istnieje taka "policja" jaką podziwiałam siedząc przed telewizorem. Wejdź na tę stronę i poczytaj o ich działalności! Zostań wolontariuszem!

Chyba nie muszę opisywać dlaczego tak bardzo zwierzęta potrzebują pomocy... Umieszczę tylko zdjęcia, które mówią same za siebie...

 



Bo chcieć to móc...

10:34,20 luty 2009 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Często wielkość problemu nas na tyle przytłacza, że rezygnujemy na starcie. Myślimy, że nie damy rady, że to jest dla Was nieosiągalne... takie myślenie sprawia, że motywacja spada nam do zera. Jeśli mamy osobę, która nas wspiera, która nas motywuje w jakiś sposób łatwiej nam osiągnąć jakiś cel. Fantastycznie, gdy sami jesteśmy się zmotywować, znaczy to, że mamy silny charakter i nikt nie jest w stanie go naruszyć. Co jednak, gdy nie mamy ani wlaśnej motywacji, sił, wytrwałości oraz nie mamy osoby, która by nas wsparła? Stoimy na polu jak samotne drzewo, wzrok kierujemy do nieba i zastanawiamy się po co to wszystko... Nie sztuką jest się poddać, ale sztuką jest walczyć. Skąd ten post? Wczoraj wywiązałam dyskusje z pewną osobą, która załamała mnie swoim pesymizmem. Jestem w stanie poradzić sobie z niejednym pesymizmem... Potrafię wspierać, pocieszać, ale osoby, które tego chcą... Ona chyba nie chciała. Na każdą moją podpowiedź, poradę, opinię mówiła stanowczo "NIE". Nie miała racji, ale nie chcą ryzykować kłótni zaprzestałam komentować jej pesymizm...Wysłałam jej linka do wirtualnego psychologa, bo wiem, ze z psychologiem dyskutować nie będzie tak jak ze mną. Szkoda tylko, że ona poddała się juz wcześniej... I dla Was rada ode mnie... Nigdy się nie poddawajcie, bo życie to nie tylko szarości, czerń, ale i biel i kolory...trzeba tylko na dany kolor spokojnie poczekać, a to czekanie Was tylko wzmocni.

Komunia= biznes? Materializm wśród dzieci?

13:41,21 maj 2008 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Każdy z nas pamięta swoj drugi sakrament- Komunię Św. I chyba każdy pamięta co dostał... jedni dostali zegarki, inni rowery, radia magnetofonowe... to było kiedyś... Teraz? Komputer czy telefon komórkowy... ba nawet kamera czy dobry aparatcyfrowy. Dlaczego tak się dzieje? Dzieci od małego są uczone życia w dostatku, nic więc dziwnego, że znają wartośćpieniądza i życzą sobie na komunię takie, a nie inne prezenty. Dlaczego rodzice przyzwyczajają dzieci do takich "drobiazgów"? Moze to wina społeczeństwa, które narzuca jakieś normy? Jaki ma cel kupno komórki dzieciakowi w gimnazjum za bagatela 1400zł? Ja niestety nie umiem na to odpowiedziec... i Moze nie byloby w tym nic takiego dziwnego jakbym nie wiedziała, że to dziecko żyje w rodzinie patologicznej, a telefon ma dzięci kredytowi, którego zaciągnęła specjalnie jego matka, by syn miał wymarzony telefon. Nasuwają się pewne epitety w stronę matki, ale dlaczego to zrobila? Syn ją namawiał? A dlaczego syn ją namawiał? Dużo jest wątpliwości, duzo pytań i dużo róznych możliwości odpowiedzi. Dziwi mnie natomiast fakt, że społęczeństwo daje się tak bardzo manipulować... Komunia Św. to sakrament, którego można świętować symbolicznie, także niepotrzebne są wielkie prezenty... walczmy z wysokimi normami społeczeństwa i kupmy dziecku srebrny wisiorek i Biblię... a nie komputer czy skuter... Na tego typu rzeczy przyjdzie jeszcze czas... póki co niech dziecko rozwija się wśród rówieśników, a nie przed komputerem czy na ulicach miasta jeżdżąc skuterem... (Wpis dotyczy Komunii Sw. ,ale tego typu prezenty dajemy takze z innych okazji...)

Zmiany w edukacji...

13:10,12 kwiecień 2008 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Co jakiś czas w mediach słyszę jakieś nowinki dotyczace szkoły. Ledno jakaś sprawa ucichnie to kolejna, nowa się pojawia. Gdy kilka dni temu usłyszałam, że mają byc lektury z listy obowiązkowych lub zastąpienie jednej całej jakimiś fragmentami szarpało mnie od wewnątrz. Politycy zamiast brać pod uwagę czas teraźniejszy i to, że uczniowie "nie mają czasu" na czytanie lektur, powinni brać czas przyszły i to co będą mieć po przeczytaniu książki, co dana książka im przyniesie, jakie zyski, co wniesie do ich życia... Każda mądra książka uszlachetnia człowieka...Gdzie dzieciaki mają poznawać literaturę polską? Sami po polskich autorów nie sięgną, wolą czas spędzać na skuterach (...) Kompletnie się nie zgadzam z tymi zmianami, ale wiem, że mój jedyny głos w tym i tak nic nie pomoze. Wiem też, że uczniowie pewnie będą się cieszyć, że "Quo Vadis" może zniknąć... bo dlaczego mieliby się nie cieszyć, skoro to jest gruba książka? Ja mam za sobą wiele przeczytanych książek w tym trylogię...ja mogłam przeczytać, miałam czas a dzisiejsza młodzież czasu nie ma? Kiedy będzie mieć w takim razie czas, skoro w dziecinstwie go nie mają? We fragmentach książek nie da się znaleźć zawartej problematyki, całego tematu, wątków... Likwidacja ksiązek z listy obowiązkowych sprawi, że młodzież będzie miała więcej czasu na siedzenie w domu przed komputerami, ogladanie "ciekawych programów" w MTV... Młodzież nie ma czasu na czytanie książek, bo czas spędza nałogowo przy Internecie, do którego pewnie mają dostęp od młodych lat. (...) Drodzy politycy, chcecie robić zmiany, to zmniejszcie liczbę uczniów w klasie, wybudujcie szkoły... Jednym z problemów jest zbyt duża liczba dzieci w klasie... Zostawiacie to na marginesie, a to dość ważny element w edukacji...

Zdrada...

19:05,20 marzec 2008 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Oglądałam (chyba wczoraj) "Rozmowy w toku", w których była mowa także o zdradzie... Co jest w tym, że ludzi tak ciągnie do tego? Ciekawość zakazanego owocu? Chęć dotknięcia czegoś nowego? Czy może brak uczucia (lub zmniejszone uczucie) do drugiej osoby? Co zrobić, by nie zostać zdradzonym? Nie zdradzać, owszem... a poza tym? Tutaj zgodzę się z panią Agnieszką Perepeczko, która w jednej z gazet powiedziała coś, z czym się zgadzam. Mianowicie...Kobieta musi wciąż dbać o swój wygląd, by jej mężczyzna nie miał powodów patrzenia na inną. Nie powiedziała czegoś nowego, ale często kobiety myślą, że jak już mają męża to po co o siebie dbać, skoro on już jest zdobyty. W drugą stronę też to działa. Mężczyzna musi dbać o siebie, musi także dbać o swoją kobietę, by ta nie poczuła, że luby mniej się nia interesuje. Kobiety lubią być zdobywane przez mężczyzn, lubią gdy ją się podrywa. Dlaczego mąż nie może podrywać swojej żony na nowo? Nudne? Dziecinne? Myślę, że nie...aczkolwiek różne kobiet mają charaktery. Patrząc z innej strony... jesli oboje ludzi kocha się bardzo mocno, to wątpię by któraś połówka szukała kochanka/i. To tak naprawdę zależy od miłości jaką siebie darzą. Nie groźne są pokusy, gdy wiemy, że mąż czeka na nas w ciepłym domu, że spędzi z nim wieczór...I nawet kwiaty, uśmiechy czy prezenty kolegi z pracy nic nie wskórają jeśli powiemy o tym szczerze mężowi, nawet gdy będzie zazdrosny. Warto wtedy powiedzieć podrywaczowi, że ma się kogoś i na nic jego trudy zdobywania. Tak więc od czego zależy to czy zdradzimy? Od naszej natury? Miłości? Silnej woli?czy może od pewności siebie, ze sobie poradzimy z konsekwencjami jakie później mogą wyniknąć? Czy Wy bylibyście w stanie zdradzić osobę którą kochacie? Czy jesteście pewni, że nigdy nie zdadzicie?

Tolerancja choroby (AIDS, HIV i inne )

11:54,21 styczeń 2008 ..   Komentowano 4  razy .. Link
W Polsce ale i pewnie nie tylko jest mała tolerancja dla osób chorych na AIDS, HIV czy inną chorobę, której się "boimy". Spotykamy się w gronie przyjaciół i nagle dowiadujemy się, że nasz przyjaciel jest chory na AIDS... i co robimy, co czujemy? Panikę, obrzydzenie, wstret? Czy szacunek, że się przyznał, że się nie boi o tym mówić...? Nie będę się rozpisywać w tym temacie za dużo, bo rzeczywistość chyba każdy zna... ale czy każdy zna tą chorobę? Czy wiemy coś i tych chorobach? Moze najpierw poczytajmy na ten temat, a pozniej rezygnujmy z przyjażni. Specjalnie dla Was wyszukałam ciekawą stronę o AIDS i HIV, interesująco jest przedstawiona...http://free.of.pl/a/aids/ W tytule mam też "inne" chcialałam przez to powiedzieć, że nie tylko tych dwoch chorob się boimy. Gdy slyszymy, że ktoś jest chory na padaczkę, cukrzycę itp to również zastanawiamy się czy kontunuować znajomość, bo "co ja zrobię, gdy będzie miała atak?". Warto czytać o chorobach, dowiadywać się róznych informacji...Człowiek chory również ma potrzebę przebywania wsrod ludzi, ma potrzebę milosci... Nie zapominajmy o tym...


Święta, święta i po świętach...

11:35, 7 styczeń 2008 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Święta to szczególny dla Polaków (ale pewnie nie tylko) czas... Dziwne jest to, że święta Bożego Narodzenia są obchodzone z większymi emocjami niz święta wielkanocne...A wiadomo, że Wielkanoc jest ważniejsza, bo nikt nie zmartwychwstał poza Jezusem... Lubimy dostawać prezenty, lubimy je kupować (zapewne nie wszyscu lubią tą zabawę w prezenty...), lubimy gdy śnieg dodaje tego "power'a" w święta... A czy lubimy spotykać się w rodzinnym gronie? Dzielimy się opłatkiem, jesteśmy dla siebie mili...życzymy sobie wszystkiego najlepszego...Ale czy to jest prawdziwe? Czy tylko jest to przykrycie złych myśli o innej osobie? Przed swiętami narzekaliśmy na ciotki, kuzynostwo, rodzenstwo...a w święta o dziwo jesteśmy dla nich mili, zapominamy o wszystkim...swięta się kończą...i narzekania i złe słowa wracają.Dlaczego? Nie można wybaczyć? Bóg kazał wybaczać...skoro Bóg nam wybacza grzechy, dlaczego my nie potrafimy. Staramy się by święta były "udane". A co to znaczy udane? Bez kłotni, ze sztucznym uśmiechem, z prezentami...? Dlaczego w swieta udajemy, że jesteśmy wspaniali, grzeczni?

Charaktery...

11:52,20 listopad 2007 ..   Komentowano 6  razy .. Link
Jak to jest, ze jednych ludzi akceptujemy a innych nie? Dlaczego Ci, których MY nie akceptujemy, akceptują ich inni? Tak, to kwestia charakteru... doboru charakteru. Jedni są optymistami, inni pesymistami...jeszcze inni realistami. Jedni są materialistami, inni nie patrzą na dobra materialne...jedni są opiekuńczy...inni bezinteresowni. Mogłabym tak pisać bez końca, mogłabym wymieniać rożnice. Jedno mnie ciekawi..jak tacy ludzie... zafascynowani sobą, myślący tylko o sobie, o swojej racji, o pieniądzach etc normalnie funkcjonują w społeczeństwie? Jak społeczeństwo może akceptować takich ludzi? Chyba, że tacy ludzie przybierają maski wychodząc na zewnątrz. Bardzo możliwe. Chowają się pod przykryciem kłamst, niedomówień... I dlaczego dobrzy ludzie przyciągają właśnie takich, którzy myślą tylko o sobie, swoich potrzebach?? Czy tacy ludzie kiedyś zostaną przez los ukarani? Przez Boga? Za swoje czyny, słowa, mysli? Mam nadzieję, że sprawiedliwości nie braknie na tym świecie...

Samobójstwo...

13:16,16 listopad 2007 ..   Komentowano 4  razy .. Link
Był taki okres w Polsce, w którym się wiele o samobójstwie mówiło.Teraz już to troszkę ucichło, bo "dawno" nikt się nie żegnał ze swoim życiem. Moje zdanie o samobójstwie? Uwazam to za ucieczkę od odpowiedzialności, zykłe tchórzostwo. Czy jest odpowiedzialny ojciec trójki dzieci, jeżeli sam chce rozwiązać problemy zabijając się? Czy nastoletnia dziewczyna dobrze się zastanowiła nad konsekwencjami samobójstwa? Bóg nam daje życie i Bóg tylko może nam je odebrać. A to, jaki los będzie nam towarzyszył przez cale życie, zależy tylko od nas...I nie warto poddawać się, bo w życiu nie jest nigdy łatwo. Zawsze będą problemy, kłopoty...ale i radośc i szczęście. I nie wygrywa w wyścigu ten, kto od zawsze miał łatwo, dobrze...lecz ten, który miał kryzys, chciał popełnić samobójstwo, ale zrezygnował z niego. Sam sobie podarował drugie życie... Nie marnujmy sobie życia...starajmy się rozwiązywać problemy tu, na ziemi...Jest tyle sposobów na rozwiązywanie zagadek losowych, jest tylu dobrych ludzi, którzy nam pomogą. Zadacie pytanie: "gdzie oni są?" Są. Tylko trzeba dobrze poszukać...Chociażby można zwrócić się do poradni psychologicznej... Wstyd isc? Dlaczego? Są tam tacy sami ludzie jak my, tez mają swoje problemy...ale też pomagają innym...Warto życ...Mówisz, ze nie masz dla kogo? A ja powiem, ze masz dla kogo.. Nawet, gdy zostawiła Cię rodzina...masz pewnie znajomych, przyjaciól...Masz siebie, Boga... Żyj, chwytaj dzień...

Szczęsliwa...

11:50,12 listopad 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
..bo jesteś ze mną...bo jesteś cierpliwy...bo opiekujesz się mną... bo pomagasz mi w trudnych chwilach...bo przytulasz i pocieszasz...bo rozumiesz...bo wysłuchujesz...bo...wspierasz...bo akceptujesz mnie taka jaką jestem...bo wytrzymujesz napięcia...bo mnie kochasz...
Dziękuję...


Zmieniłeś się...czy dojrzałeś do pewnych spraw

10:42,12 listopad 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Kilka lat temu byłeś innym człowiekiem... Kochanym przez wszystkich, pracowity, chętny do robienia wszystkiego... Chętny czy bardziej potulny? Robiłeś co Ci kazali, bo uwazałeś to za coś oczywistego. Byłeś młodszy i nie mogłeś się postawić. Tzn. mogłes, ale czy chciałeś? Czy miałeś odwagę powiedzieć swoje zdanie? Teraz dojrzałeś. Masz już swój wiek, masz prawo nie zgadzać się w pewnych kwestiach. Przedstawiasz swoje zdanie, ale zostajesz skrytykowany. Na końcu zostajesz osądzony, że się zmieniłeś. Nie jesteś już tak potulny, taki kochany...Obrosłeś w piórka. Dla nich wciąż jesteś jeszcze dzieckiem, które nie powinno mieć swojego zdania, które powinno wciąż być grzeczne i wciąż robić to co się mu nakaże. Dlaczego to piszę? Moze i jest to fragment mojego życia...może kogoś innego? Jednak wiem, że nie występuje to w jednym domu. Wiele osób ma podobnie. Jesteście wciąż uważani za dzieci bez prawa. Macie prawo, macie prawo się odezwac, przedstawić swoje zdanie, swoją opinię. Nie musi się ona zgadzać z opinią starszych. Innym brak odwagi, by się w końcu postawić... Inni mają odwagę i są uważani za gorszych. Jakie rozwiązanie jest lepsze? Takie, które da Wam więcej wolności...

Jakie było Twoje dzieciństwo?

12:50,10 listopad 2007 ..   Komentowano 4  razy .. Link
Dziś byłam odiwedzić moją babcię. I tak wzięło nam się na wspomnienia. Rozmawiałyśmy na temat mojego dzieciństwa. Choć łatwe nie było, jestem z niego szalenie zadowolona. Każde wakacje spędzałam u babci pracując ciężko. Miałam żal do brata, ze starszy a nic nie robi. Było mi czasem smutno, ze koleżanki jeździły na jakieś kolonie, wycieczki, jeździły z rodzicami na wakacje, a mnie nie było zwyczajnie na to stać. U babci nauczyłam się jak sobie radzić w różnych sytuacjach. Wiele rzeczy potrafię sama zrobić i wiele z nich to rzeczy typowo męskie czynności (wymieniać nie będę...). Wchodziłam na drzewo (nazwałam je "bocianie gniazdo" ), by obserwować stajnie u sasiada. Izolowałam się tam od świata, kiedy babcia spała po obiedzie. A kiedy nie mi się nudziło, nie było nic do zrobienia...robiłam sobie lalki z siana, gałęzi,sznurków,bo tego było tam pod dostatkiem. I wiecie co? Kochałam te lalki tak samo mocno jak moje misie zostawione w rodzinnym domu. Dziwiło mnie nastomiast, ze codziennie musiałam z nich wytrząsać robaki :D. Gdy byłam mała nie miałąm komputera, komórki... Górala kupiłam za swoje pieniądze z komunii... a mimo to jestem zadowolona ze swojego dziecinstwa. I będę czekała na opinie dzieci, które teraz mają wszystko. Jak one będą wspominać swoje dziecinstwo? Czy będą zadowolone, ze żyły "na czasie"? I pytanie do Was...czy jestescie zadowoleni ze swojego dziecinstwa? Jakie dziecinstwo mieliscie? Pochwalcie się lub wyżalcie... czekam na Wasze zdania na ten temat...

Pedofilia czy ojcostwo?

09:31, 8 listopad 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Dziś przytulenie wlasnego dziecka sprawia w nas zaklopotanie...szczególnie, gdy chcemy je przytulić w miejscu publicznym. Matki nie mają oporów, by przytulić swoje dziecko, by poglaskać po głowie, pomóc wstac, gdzy sie przewróci. Mają matczyny instynkt i nie będą reagować tak jak mężczyźni, którzy jednak czasami mają opory przed dotykaniem własnego dziecka publicznie. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego zwracamy uwagę na opinię społeczeństwa? Apeluję do wszystkich mężczyzn (ale i nie tylko), by nie bali opiekować się swoimi dziećmi w miejscach publicznych. Rodzicem nie jest się tylko w domu, gdzie nie widzą nas inni ludzie, ale i poza murami domu. Dziecko chce mieć wsparcie w rodzicu...co jednak sobie pomysli, gdy się przewróci, a jeden z opiekunów nie będzie chciał go podnieść? Będzie zawiedziony, że nie może liczyć na wsparcie, na opiekę kogoś, kto jest dla dziecka najważniejszy. Nie bierzmy sobie do serca wszystkiego, co mówią o nas inni. Zajmujemy się dziećmi z miłości, a w miłosci nie ma miejsca na wstyd...czy hamowanie się przed okazywaniem uczuć. I może na koniec takie moje sformułowanie...nie bójmy się kochać dzieci publicznie!!


Agresja

11:48,29 październik 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
O agresji mówi się, że występuje prawie wszędzie.Zaczynając od wlasnego domu, kończąc na szkole czy pracy. Skąd się bierze agresja? Chęć bycia kimś wyżej? Charakter? Chęć posiadania choć chwilowej władzy? Władza w szkole nad kolegami...nad obcymi ludźmi, ale w domu? Mąż bije żonę... ma pragnienie bycia kimś wyższym? Po południu razem piją alkohol, są wspaniałym małżenstwiem, kochają się... on idzie jeść, a ona zaczyna awanture, że zjadł jej kawałek mięsa przeznaczonego na jutrzejszy obiad. Biją się, wyzywają... Na to schodzi małe dziecko. Patrzy jak ojciec policzkuje jego matkę. Matka chce ręką pokazać,że ma wyjść, ojciec ją policzkuje znowu, bo źle odebrał jej gest. Zapłąkane dziecko ucieka do góry, wchodzi pod kołdre, zatyka uszy ...chce czuć się bezpieczny. Skoro we własnym domu nie znajduje bezpieczeństwa, to gdzie ma go szukać? Jeśli dziecko jest starsze, może isć do szkolnego pedagoga prosić o pomoc, ale czy będzie na tyle odważne, by przyznać się do patologii rodzinnej? Tak samo dzieci, które są bite w szkołach przez starszych. Zastraszane, szantazowane. Jeśli nie dadzą jakiejs sumy pieniędzy znowu oberwą. Boją powiedzieć tego swojemu rodzicowi, wychowawcy. A czy w pracy nie ma pobić? Są. Nikt się do tego nie przyzna.Kto patrzy na zaplecze? Kto będzie chodził i sprawdzał co sie dzieje po godzinach pracy? Wszyscy chcą jak najszybciej iść do domu, do swojej rodziny. Dlaczego wsrod ludzi występuje agresja? Jak ją powstrzymać? Jak jej uniknąć?


Marzenia...

11:18,29 październik 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Nie wiem, czy powinnam tutaj pisać tego...zaryzykuję. Chciałabym napisać o swoich marzeniach...(wcześniej też pisałam)...teraz marzenie dotyczy jednej rzeczy...nienamacalnej...Mianowicie spokoju. Marzy mi się spokój. Pusty dom, a w nim tylko ja i moj wybranek serca. Bez problemów, bez zobowiązań, bez odpowiedzialności za tok wydarzeń... Zawsze byłam wykorzystywana, zawsze coś ktoś ode mnie chciał. A ja... robiłam "co należało". Nigdy nie usłyszałam "dziękuję". Robiłam to za darmo, jakbym musiała to zrobić. Mimo, że mam swoje życie, swoje potrzeby, obowiązki i problemy pomagałam innym załatwiać różne sprawy. I choć wieczorami uciekam w ramiona spokoju, to nie to samo.. wisi nade mną to "coś". To co nie pozwala mi uciec tak do końca od rzeczywistości... Mam tylko nadzieję, że ten sznurek z tymi problemami, obciążeniami zerwie się i mnie odciąży... Boże daj mi siły, bym wytrwała do dnia, gdy obdarujesz mnie anielskim spokojem...
Precz mi troski, przecz przykrości, słońce świeć
 Idę gonić, idę gonić swe marzenia
 I spokoju szukać pośród starych drzew


Miłość,miłość, miłość...

11:43,17 październik 2007 ..   Komentowano 3  razy .. Link
W miłości jest tak, że gdy ona nadchodzi...jesteś w stanie zrobić wszystko, by ją przy sobie zatrzymać. Miłość Ci daje szczęscie, poczucia bezpieczeństwa, chęci życia. Poswięcamy się, by druga osoba była szczęsliwa tak samo jak my. A kiedy zrobimy coś, co wywołuje uśmiech na twarzy drugiego człowieka nam przy okazji też poziom szczęscia i radości się podnosi :) Często błahostki potrafią uszczęsliwić...porządek w pokoju, jakiś upominek (np cos slodkiego) czy większy prezent mający nas przypominać kochanej przez nas osobie. PS. Cieszę się, że Cię skarbie uszczęśliwiłam :*

Kara śmierci...

10:56,12 październik 2007 ..   Komentowano 7  razy .. Link
Wiele się o niej mówi... i wiele jest o niej zdań. A jakie Ty masz o tym zdanie? Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie byłam za jakimkolwiek karaniu fizycznemu... A kara śmierci? To coś dla mnie sprzeczne, coś się kłóci z moją nie tylko wiarą, ale moim podejściem do świata. I możecie przekonywać mnie różnymi argumentami (Zaczynając od podatków, które płacimy za więźniów po nienawiść do człowieka, który być może wybił Waszą rodzinę). Zaden argument mnie nie zmusi do zmiany mojej decyzji, do zamiany mojego podejścia. Zastanawiam się jaką zbrodnię "trzebaby" postąpić, by później zostac pozbawiony życia? Morderstwo z premedytacją? Masowe morderstwa? Nie ma innej kary? Myślę, że jest. I już nie o samą karę chodzi, ale o danie szansy resocjalizacji skazanego...Nie szkodzi, że będzie siedział w więzieniu...To, że siedzi nie znaczy, że w środku nic się nie zmienia, Ty tego nie wiesz i ja tego też nie wiem, co w jego sercu zaczyna się dziać. Rachunek sumienia?Skrucha? Myślisz, że nie? Skąd wiesz? Rozumiem Wasze przyszłe wytłumaczenia "jakby Ci ktos rodzinę wybił, nie chcialabyś by jego tez spotkało coś podobnego?" .Odpowiedziałabym "nie" lub "nie wiem" , ale nigdy nie "tak". Nie wiadomo co tkwi w sercu osoby, którą pozbawiono rodziny, możemy tylko domyślać się,że jest tam mieszanka uczuć (gniew, smutek, cierpienie, ból, odczucie samotności , bezradności, utrata chęci do życia...być może chęć zemsty ale nie u wszystkich). Nie jestem osobą mściwą, która tylko patrzy na to jak dopiec człowiekowi, by miał tak samo źle jak ja... Dlatego ja jestem za tym, by tacy ludzie, ludzie, którzy mieliby być skazani na śmierć...poszli do pracy, ciężkiej pracy fizycznej. I nie chodzi tutaj o to, by się zapracowali na śmierć. Myślę, że dobrym wyjsciem byłoby założenie jakiejs firmy na terenie zakladu karnego, w którym mogliby pracować więzniowie. Sami utrzymywaliby siebie, dodatkowo robiliby coś dla społęczeństwa. Pomysl z firma się nie podoba? A moze kopalnia? Wiadomo, że zawód górnika jest mało opłacalny w stosunku do zagrozenia życia...Praca jest ciężka... można górników zastąpić wiezniami. I jest dużo rozwiązań... a zawsze istenieje możliwość złego rostrzygnięcia sprawy...Co wtedy? Co jeśli zginie niewłaściwy człowiek? Potraktować jak przedmiot?

Od czego zależy nasze szczęście?

10:41, 5 październik 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Na początek dam Wam dwa linki jakie udalo mi się znaleźć w googlach:
Patrząc na pierwszy z artykułów widzimy, ze nie jest podane wprost,że źrodłem szczęscia jest zdrowie i dobra materialne. To jest tylko wymienione na początku, ale nie jest to zdanie specjalisty. Myślę, że pytająć się przypadkowych ludzi od czego zależy ich szczęscie opowiedzą w trzech, czterech wyrazach: od zdrowia,miłości, dóbr materialnych... Nie patrzymy na źródła szczęscia w sposób jaki podaje Seligman, a szkoda... bo myślę, że ok 80% byłoby w stanie powiedzieć, że mają swoje źrodła szczęscia. I ja muszę przyznać, że 99% tych rzeczy wymienionych przez Seligmana posiadam. Mam charakter bardzo mieszany, róznorodny..umiem się znaleźć prawie w każdym towarzystwie, w kazdej sytuacji...(nie bede opisywac mojego charakteru, nie o to tutaj chodzi) i po przeczytaniu pierwszego artykułu tylko utwierdzilam się, że jestem szczęsliwa. Jednak nie patrzyłam na moje szczęscie z tego punktu widzenia...patrzyłam bardziej wnętrzem...jestem zdrowa, żyję...i nie żyję sama tylko mam przy sobie osobę, którą kocham, która mnie kocha... Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że na szczęscie nie patrzymy tak szczegółowo jak Seligman, ale nie znaczy to, że on nie ma racji...


Czy szata zdobi człowieka??

11:17, 4 październik 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
W oczach społeczeństwa za "normalnego" uważa się tego, który nie wyróznia się z tłumu,np. nie nosi jakis wyzywajacych ciuchów, nie jest zbytno modny... etc. Przykładem są też małe miejscowości, leżące niedaleko większych miast skąd brana jest moda. Widząc w małym mieście kobietę ubraną w fikuśną koszulkę, spódniczkę mini i "leginsy" zaczniemy się zastanawiać czy czasem ona jest normalna...Ale w duzym mieście taki ubiór to standard. A skad tutaj taki temat? Dlaczego o tym piszę? Piszę, bo coraz bardziej szokują mnie niektóre ciuchy noszone przez nastolatki, które coraz więcej, coraz częściej prowokują. Ubierają się w przykrótkawe spodniczki, bluzki z dekoldami. Może i ładnie to wygląda... ale czy przystaje taki ubiór nastolatce nosić? Jakie są opinie rodziców tych nastolatek? Osobiście nie wypuściłabym takiej na ulicę to jedna rzecz...druga rzecz...nawet bym takiej rzeczy nie kupiła jej...a skąd one mają takie ciuszki? Same sobie kupują czy rodzice im kupują. Trzeba na prawdę się mocno zastanowić na co dajemy kieszonkowe dzieciom...lub dopilnowac, by kupilo sobie coś przydatnego. Nie chodzi mi także o ubiory nastolatek...takze dorosłe kobiety probujące się w jakiś sposób odmłodzić kupują sobie ciuchy przeznaczone dla kobiet młodszych, nawet dla nastolatków. Ta kobieta również jest podatna na wyśmiewanie się społeczeństwa. A mężczyźni czy chłopcy? Czy są podatni? Owszem. Co roku spotykam się podczas święta wszystkich świętych z tą samą sytuacją, z tym samym widokiem. Mianowicie... przystojny,wysoki mężczyzna stojący przy grobie...ubrany w ... garnitur, czarny dlugi płaszcz...BIAŁE ADIDASY i (lub bez) w białej czapeczce z daszkiem. Klapa niesamowita...a kobieta stojąca przy nim nie reaguje co roku na to. I teraz są conajmniej dwa wyjścia...albo on się w tym dobrze i ładnie czuje, albo wie,że to średnio do siebie pasuje, ale nie zwraca uwagi na opienię innych... Nawet ciuchy potrafią wyrazic o nas samych opinię. "Jak Cię widzą , tak Cię piszą" - jakaś prawda w tym jest. Dlatego uwazajmy co na siebie wkladamy... ale i też nie zawsze zwracajmy uwagę na to , co inni o nas mówią.

Przyjaciel

09:47, 1 październik 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
"Puchatku? - Tak Prosiaczku? - A nic, chciałem się tylko upewnić, że jesteś"
 
Często w naszym życiu główną rolę odgrywają przyjaciele i rodzina, bliskie nam osoby. Będąc związanym z kimś bliżej (chłopak/dziewczyna...mąż/żona) pragniemy, by oprócz miłości łączyły nas relacje przyjacielskie...lub cechy przyjaciela (zaufanie, pomoc, wysłuchanie, cierpliwość...). A co się dzieje, gdy nie ma się tak bliskiej osoby, tylko (aż) przyjaciela? Pielęgnujemy przyjaźń, by była ona bardzo trwała, silna, by przetrwała kryzysy nasze jak i naszego przyjaciela. Wspaniale jest zwrócić się do osoby, która często zna nas bardziej, lepiej niż my sami lub nasza rodzina. Zwrócić się o pomoc, poradę, wsparcie... zwrócić się do kogoś, kto jest na nas zawsze otwarty... do kogoś, kto odbierze słuchawkę, gdy dzwonimy o 2 w nocy. Masz takiego przyjaciela/ przyjaciólkę? Nie raz, nie dwa pomagał/a Ci w trudnych chwilach, ratowała życie? A doceniasz to? Mówisz mu/jej, że cieszysz się z przyjaźni?  Czy... dzwonisz do niego/niej, tylko wtedy, gdy masz problem? Czy on/ ona dzwoni tylko, gdy czegoś potrzebuje? Nazywasz to "przyjaźnią" ?
 


Homoseksualizm i adopcja dzieci...

16:28,24 wrzesień 2007 ..   Komentowano 5  razy .. Link
Od razu Wam piszę, że jestem tolerancyjna, ale do pewnych granic... Mogę tolerować związku homoseksualistów...Mogę tolerować to, że idąc po mieście trzymają się za ręce. Całowanie tolerować nie będę w miejscach publicznych i zaraz napiszę dlaczego. Jeśli chodzi o dzieci...o zaadoptowanie ich przez homoseksualistów...również jestem przeciw. Dlaczego? Nie chodzi mi o to, że geje czy lesbijki chcą się spełnić w roli ojca,czy matki...to dla mnie zrozumiałe i tego nie potępiam...Chodzi mi o dobro dzieci. Będąc w szkole będzie się napotykało na róznego rodzaju pytania od strony nauczycieli jak i uczniów, np " jak Twoja mama ma na imię? (do dziecka, które zostaje wychowywane przez gejów). Co takie dziecko ma powiedziec? Tata Marek, mama Piotr? Czy może rodzic "A" i rodzic "B"?Tak chyba byloby najbezpieczniej...ale wtedy czy oni nie poczują się przedmiotowo? Raczej tak. Kolejny wedlug mnie minus odopcji, to brak wzrozu do naśladowania. Takie dziecko będzie w poznawało środowisko lesbijek czy gejów, zamiast "prawdziwych" rodziców. Nie pozna cech charakteru jakie dałoby drugie z rodziców...tak jak i ojciec powinien dawac dziecku bezpieczeństwo, powienien pomagac w róznych grach strategocznych, tak "tata lejbijka" nie da mu tego ( jak i matka gej). A dlaczego nie jestem za tym, by takie pary calowaly się w miejscach publicznych? Odpowiedz sobie sam/a... Twoje dziecko pyta się Ciebie, dlaczego tamci panowie całują się na ulicy...co mu odpowiesz? Ze jeden ma imieniny? Ze się witają? Raz tak możesz powiedziec, a drugi raz co powiesz? A gdy nauczycielka wezwie Cię do szkoły, bo Twoj syn całował się z innym,jak zareagujesz? Jakie są Wasze opinie na temat adopcji dzieci przez homoseksualistów?


Szacunek wobec drugiego człowieka

10:24,18 wrzesień 2007 ..   Komentowano 6  razy .. Link
Powinniśmy się szanować w domu, pracy, szkole i nawet na ulicy...Ludzie mają skłonności do ciętego języka, do robienia komuś na złość, do krzywdzenia...Matka w domu na Ciebie bluzga? Klnie na Ciebie? Powiedz jej spokojnie: "chcialbym / chcialabym, byś kiedyś mi tak głośno wykrzyczała, że mnie kochasz...". Nie kłóc się z nią dalej, bo nie ma sensu, ona ma swoje zdanie i tyle...Wiem, że trudno ugryźć się w język i jej nie odpyskować...ale spróbuj. W pracy kolega zabiera Ci Twoje rzeczy i temu zaprzecza? Dokucza Ci? Zapytaj się: "czy choć na jeden dzień chciałby się z Tobą zamienić rolami? Czy myśli, że jest to zabawne i dojrzałe jak na jego wiek?" W szkole Cię obgadują, przezywają, a na lekcji grzecznie Cię proszą o pożyczenie gumki do mazania? Pozycz im głośno mówiąc przy nauczycielu "pożyczę Ci w 'nagrodę' , za to jak mnie obgadujesz i przezywasz. Pożyczę, bo mam większe serce niż Ty". A może na lekcji czy zajęciach rozmawiają za Twoimi plecami i przeszkadzają Tobie i kobiecie prowadzącej zajęcia? Wstań i zapytaj się, czy chcialby poprowadzić zajęcia samemu? Jedziesz samochodem po ulicy i ktoś wymusza pierszeństwo? Nastepnym razem jak pojedziesz ustąp komuś drogi... Szanujmy się wzajemnie, bo życie i tak nam czasem sprawia trudności, nie utrudniajmy życia innym ...

Dorosły, ale czy dojrzały?

14:36,17 wrzesień 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Masz już 18 lat i mówisz, ze jesteś już dorosły. Masz swój dowód...w urzędach już możeszsam załatwiać sprawy... Ale czy jesteś dojrzały emocjonalnie, fizycznie, duchowo (...) ? Nie? Myślisz, że byłbyś dojrzały mając ok 40 lat?  Do czego zmierzam... Patrząc na dorosłych ludzi i na ich zachowania często się zastanawiam, w jakim wieku osiaga się tą dojrzałość? Życie wiele razy nas kara za błędy... ale czy te błędy popełnia osoba dojrzała? Wiadomo, że czasem nie idzie czegoś przewidzieć, los nas wyprzedza i napotykamy przeszkody, jakieś komplikacje, błędy.. i je też mogą popełniać osoby bardziej dojrzałe.. pomyłki się zdarzają, ale u których osób częściej? Pytania do Was...czy osoba dojrzala siada za kółkiem po wypiciu alkoholu? Czy osoba  dojrzała po wypiciu alkoholu uruchamia niebezpieczne urzadzenia? Czy zostawia male dziecko w domu? Czy zostawia auto na wyjezdzie strazy pozarnej? Moglabym wymyslac wiele takich scen z życia... I nie chodzi mi tutaj, ze młode osoby nie popelniają błedów...tylko chodzi mi o to, że ludzie po 40,50 roku życia często popełniają więcej błedów niż młodzi a uważają się za bardzo dojrzałych,madrych ludzi. Popełniają czasem błędy niedopuszczalne... a konsekwencje ponoszą młodzi...


Świat należy do nas!

09:43, 7 wrzesień 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link


Życie...i niespodzianki.

09:29, 7 wrzesień 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Życie stawia nam na swojej drodze wiele niespodzianek... i nie są to niespodzianki tylko miłe. Często wykończeni psychicznie napotykamy kolejną tego typu niespodziankę i padami z nóg. Siadamy na łóżko, a łzy same napływają do oczu, głowe spuszczamy jakby mialo to coś pomóc. Bezradność...Lęk...Ból... Wmawiamy sobie, że po burzy wychodzi słońce, ze znów będzie dobrze... No i zgadza się, będzie...ale po co te przykrości napotykane po drodze? Takie rzeczy mają na celu nas uszlachetnić, wzmocnić, rozbudować naszą wiarę, bo przecież Bóg to widzi, pomaga nam...Pomagają nam też przyjaciele, bliskie nam osoby...Tylko my sami sobie pomóc nie umiemy... Tym bardziej,ze takie niespodzianki przygotowują nam nasi znajomi, bliscy...z zaskoczenia, bez przygotowania, bez najmniejszego przemyślenia jakie mogą być konsekwencje takich "niespodzianek". Te zarówno przykości jak i szczęsliwe chwile są "podarkiem" od innych, nie od nas samych...To inni sprawiają, że my płaczemy, że się smiejemy... Ja się cieszę, że mam przez kogo się uśmiechać, przez kogo i dla kogo...Cieszę się, że w tych wszystkich chwilach towarzyszy mi, w chwilach smutnych, ciężkich, radosnych i ciepłych. Kochanie jesteś całym moim światem! I świat należy tylko do nas! Kocham Cię!!

Patologia?

09:20, 6 wrzesień 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Jeśli nie wiecie, co oznacza ten termin, poszukajcie sobie w slownikach ;) Skupię się tylko na przykładach...Mianowicie...Patologia jest nie tylko w domu, jest również w szkole, pracy czy nawet na ulicy. Skupię się tylko na domu, ale jesli chcecie podac jakies przyklady ze szkoły czy pracy, śmiało. Ilu z Was mieszka/mieszkało z rodzicami alkoholikami, którzy pod wpływem promili kłocili się tak mocno, że omal nie doszło do wojny z nożami w rolach głownych? Uczycie się spokojnie w pokoju a tu nagle slychać odgłos spadającego garnka, czy szklanki... ze łzami w oczach i z bijącym sercem jak oszalałe biegniecie do miejsca zdarzenia i bronicie jednego z rodziców przed atakiem drugiego nadstawiając rękę, która poźniej jest zbita. Ile bylo takich sytuacji? Nie ma alkoholu, to jest normalnie, jest alkohol to jest wojna kilku światów...szkoda tylko, że za ich błedy Ty musisz płącić- póki co zdrowiem. Patologia to nie tylko alkohol...bieda też jest patologią. Ilu z Was nie mialo na sobie markowych ciuchów...albo inaczej.. ilu z Was mialo na sobie kiedykolwiek NOWE ciuchy, nieprzechodzone, nie darowizne od ciotki, czy sąsiadów, czy z opieki...Ilu z Was w ustach mialo coś słodkiego? Ilu z Was kiedyś bawiło się lalkami barbie, czy tzw resorkami,czy klockami lego? Czy czyta to jakiś dorosły, który kiedyś mieszkał w podobnej patologii, a teraz wyszedl na ludzi? Mozna tez te dwie w/w patologie polaczyć w jedną...bieda, bo pieniądze są "inwestowane" w napoje procentowe. Kiedyś pęka nić i wszystko kieruje się w jedną stronę, w stronę rozwodu... Może Wasi rodzice są zadowoleni, ze uwalniają się od ciężaru drugiego z nich...ale dzieci? Co myślą wtedy dzieci? Jeśli dziecko nie jest pełnoletnie to będzie mialo koszmarne zycie...bez jednego z nich... a pełnolenie? Wybór...ale czy ono chce wybierac? Co zrobić,by w domu patologii nie było? Co zrobić, by przekonać Waszych rodziców do zgody, do innego, lepszego życia? Czy dadzą się przekonać?

Szkoła jest kochana... szczególnie w okresie wakacji...

16:18, 3 wrzesień 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Dziś pierwszy dzień w szkole po wakacjach. Mówi się, że dziś zabrzmi pierwszy dzwonek... Nie dziś, lecz jutro... ale to tak...na marginesie. Wracając do tematu...ciekawi mnie jaki to będzie rok szkolny. Wiadomo, że jest parę nowych rzeczy przyjętych na ten rok szkolny...Mundurki, religia wliczona w średnią ocen...A propos mundurków...Jest kilka podzielonych zdań na ten temat. Nie wiem jakie Wy macie zdania na ten temat...Możecie pisać ;) Jestem ciekawa. Jakie jest moje zdanie? Jestem "za", ale...Właśnie "ale". Nie zgadzam się z mundurkami przeznaczonymi dla klas ostatnich, trezecich. Mundurek nie jest tani, a na jeden rok kupować to też nie sztuka. Zamiast typowego mundurka, można nosić rzeczy galowe, tak by niespecjalnie się wyróżniać. Drugą sprawą jest to, że nie wszystkich stać na te mundurki...Pierwszy zakup jest najcięższy...a drugi (bo wiadomo, że na jednym się nie skończy, dzieci rosną, tyją itd.)możnaby jakoś zmniejszyć.Jak? Mundurki za małe, można "odsprzedawać" szkole, która pozniej "wypożyczałaby"kolejnym uczniom.Dzieci z bogatych rodzin mogłyby ofiarować szkole swóje mundurki. Jest pare rozwiązań dotyczących mundurków...ale trzeba troszkę pomyśleć o tym, a nie podejmować pochopne decyzje. Pan Giertych troszkę przeholował z niektórymi wprowadzonymi "nowinkami" w życie szkoły...ale dyskutować też możnaby, tylko nie ma odpowiednio wykształconych ludzi, by ze spokojem, by z głową wynegocjować cokolwiek. O religii nie będę się wypowiadać, bo to kwestia wiary. Niewierzący mają mieć etykę, wierzący religię. Do tego przedmioty nie bylo nigdy przywiązywania jakiejś większej wagi i teraz również nie będzie, mimo że będzie się stopień liczył do średniej. Uczniowie zawsze będą uprzedzeni do tego przedmiotu, tym bardziej, że on nie byl brany pod uwagę do końcowej średniej. Też inną kwestią będzie prowadzenie religii... i zdobywanie ocen z tego pzredmiotu. Jeśli ksiądz czy katecheta będzie na tyle wyrozumialy, ze nie bedzie duzo wymagal, to chyba uczniom będzie się takie coś podobalo. Szczególnie dlatego, że oni religii uczą się w kościele, podczas słuchania Ewangelii. Uczniowie chodzący na etykę, będą mieć prawdopodobnie trudniej. Nauka o religiach świata i innych rzeczach nie będzie tak łatwa jak napisanie referatu pt: "Twój stosunek do kościoła". Jak będzie w praktyce, zobaczymy. Wszystkim uczniom życzę miłej pracy i nauki w szkole oraz wysokich ocen ;)

Jaki jest odpowiedni wiek na seks?

10:09, 3 wrzesień 2007 ..   Komentowano 9  razy .. Link
Przeczytałam na jednym forum pewien temat, w którym pewna osoba się pyta czytelników o zdanie na temat seksu z 13/14 latką. Jedny o dziwo popierają to...twierdząc, że taka dziewczyna będzie już dojrzała do seksu. Bardzo mnie to ciekawi... Hmm..no może i będzie dojrzała (może! ) ale ciekawi mnie jej wiedza na temat zabezpieczeń, zagrożeń wynikających z seksu, wiedza na temat ewentualnej, nieprzewidzianej ciąży i wychowywania dzieci. Dziwię się z postawy niektórych dojrzałych osób, które popierają seks małoletnich. Dziwię się, że niektórzy krzywią się, gdy słyszą, że w szkole będą lekcje z przygotowania do życia w rodzinie. Ilu z Was kiedykolwiek rozmawiało z rodzicamy o seksie,zabezpieczaniu, chorobach przekazywanych drogą plciową? Może na 10 z Was 2 osoby rozmawiały z kltórymś z rodziców... Dlaczego tak mało? Rodzice się wstydzą opowiadać skąd się biorą dzieci? Dzieci się wstydzą pytać? No bo przecież Kasia, Michaś czy "Bravo" wiedzą lepiej. Nie wstydźmy się rozmawiać z dziećmi na tematy "tabu". Nie wstydźmy się pytać, jeśli nie wiemy... Łatwo wybrać partnera do łóżka, łatwo zajść w ciążę...ale nie tak łatwo dobrze się zaopiekować dziećmy, które są czasami wynikiem wpadek. Zapewnienie takiemu dziecku dobrej opieki, opieki wychowawczej nie jest takie "łatwe". Do macieżyństwa i ojcostwa trzeba dojrzeć...a takie dorastanie nie trwa dziewięć miesięcy... Tak więc zadaję pytanie...kiedy jest odpowiedni wiek na seks?Na bezpieczny seks...


Odwaga a zrywanie (WALCZCIE O MIŁOŚĆ!! )

16:03,30 sierpień 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Kilka sytuacji z życia...Masz np 17 lat, 18... pierwszy partner (niby życiowy jak twierdzisz), pierwszy pocałunek, pierwsza iskra miłości. Czujesz, że zakochałeś/łaś się już na dobre. Obiecujecie sobie miłość do końca... Nagle coś pęka...rozpada się. Po kilku miesiącach podnosisz się, dochodzisz do siebie po stracie ukochanej osoby.Żyjesz dalej. Mijają lata.Jesteś starszy/a... ponownie się zakochujesz...Inaczej jednak patrzysz na związek...tak bardziej dojrzale. Kolejny raz obiecywanie sobie wspólnej przyszlości... Znowu coś pęka, gdzieś jest szczelina przez którą coś ucieka. Jednak żyjesz w tej świadomości,że się ułoży, poprawi się i będzie jak dawniej...wspaniale. I wstajesz z takim pozytywnym myśleniem...spoglądasz na komórkę i widzisz...pustkę. Żadnego sms'a, żadnego połączenia nieodebranego.Nic. Starasz się dowiedzieć czy coś się stało.Bezskutecznie. Pustka. Prosisz w sms'ach, by się odezwał/a jednak to nie przynosi rezultatu. Dzwonisz, ale nie odbiera. Serce Cię tak piekielnie kłuje, ciężki oddech jeszcze utrudnia Ci życie.Boli Cię nie tylko to, że się nie odzywa, lecz ta niewiedza oraz bezradność. Martwisz się, że coś się stało. A po kilku dniach w nagrodę, że się tak niepokoiłeś/łaś dostajesz wiadomość typu " nie chcę Ci psuć życia" lub po prostu "to koniec" (itp). Świat się zawalił, ale żyjesz dalej. W sumie nie wiesz po co żyjesz, bo nie masz dla kogo żyć...Dla siebie samego? Dla rodziny, która Cię nie szanuje? Wtedy przynajmniej ktoś Cię doceniał, dawał ciepło. Teraz zostałeś/łaś sama... Może przyjaciele Ci pomogą? Moze poradzisz sobie sam/a? Jedno jest pewne...będziesz musiał/a! *************************************************************** Do czego dążę... Jeśli się zrywa jakąkolwiek znajomość, jeśli Was coś kiedyś łączyło...chyba wypada "powiadomić" o zerwaniu? Zrywanie przez sms, przez telefon.. czy w inny nieosobisty sposób uważam za brak szacunku dla danej osoby. Ile z czytelników przeżyło podobne sytuacje? Wyznaje Wam ktoś miłość, jesteście ze sobą kilka lat, miesięcy, tygodni.. nie ważne ile.. i nagle cisza jak makiem zasiał. Każdy ma uczucia...i należy je szanować. Jeśli nie kochasz, to może powiedz to szczerze?! Nie myślisz, że będzie to mniej bolało? Należy docenić szczerośc w takiej sytuacji...Wolałabym szczerą, bolącą prawdę, niż żyć w nieświadomości. Aaaaachaaa...jeszcze jedno... jesli zrywacie kontakt z powodu jakiejś ucieczki od obowiązków, z pododu napotkanych problemów, z powodu lęku...to moim zdaniem znaczy to, że nie jesteście dojrzali do związku. W miłości trzeba walczyć, to sprawia, że później miłość staje się bardziej szlachetna, doskonała, którą się bardzo ceni (tak samo, gdy sami budujecie dom, napotykajac na problemy... taki wlasnowybudowany dom sprawia nam wiecej radosci, niz jakbysmy mieli kupic gotowy, prawda? chyba, ze ktos jest leniem :D ). Walczcie o miłość...bo warto!

Kiedy coś się dzieje...

11:13,23 sierpień 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Czasami zdaza się taki dzień, kiedy wszystko się sypie, kiedy coś się nie układa po naszej myśli. Wydarza się coś, z czym jest nam ciężko, ale wiemy, że sobie jakoś poradzimy. Później okazuje się, że stało się coś jeszcze. Nerwy puszczają, łzy. Chwila zawahania, brak sił na cokolwiek. Musisz się jakoś rozdwoić, bo musisz czekać na kogoś, kto Ci pomoże. Weźmie choć jeden ciężar na swoje ramiona, po to, bys Ty mogła sobie z drugim poradzić. Po drodze cała drżysz, nie wiesz co masz już myśleć. Łzy same pchają się do oczu. Jedziesz do tego autem i nie masz pewności czy w ogóle dojedziesz cała. No bo skoro już się tyle wydarzyło? Jednak dojeżdzasz cała. Pod koniec dnia wszystkie problemy są prawie rozwiązane. I gdyby nie te silne, bezpieczne ramiona pewnie usiadlabys w pokoju i poplakalabyś się. Nerwy by Ci puścilły. Zatapiając swe cialo w jego ramiona poczulaś się od razu lepiej. I znowu pozytywne myśli wróciły...że życie jest piękne. Chcialabym by zawsze trudne dni kończyly się podobnie.Pozytywnie. PS dziekuję Kochanie, że jesteś! :*


Ile są warte łzy szczęścia?

11:50,14 sierpień 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
Niespodzianka... wspaniała rzecz. Wiele emocji się z nią kojarzy.Pozytywnych oczywiście. Jak bardzo cieszylabyś się, gdyby ktoś bliski zabral Cię na wspólny obiad tymbardziej, że nikt nigdy na żaden obiad Cię nie zabierał? Odpowiedz: jak ktoś wyróżniony, jak ktoś ważny, jak ktoś kochany...jak księżniczka. Gdybyś była szalenie wrażliwa, uczuciowa, romantyczna...czy udaloby Ci się powstrzymać łzy, gdy usłyszałabyś zdanie typu: "chcialem Ci udowodnić, że mi na Tobie bardzo zależy (...)" ?Wątpię.To miejsce zrobilo swoje, a wzrok i wyraz twarzy jego dodało mocy do tej burzy emocji. Dopełnieniem było kino...choć i bez kina ten dzień byłby wyjątkowy...Bo cały spędzony z nim... ze skarbem, skarbem moim, bezcennym. Na zawsze tylko moim!! Dziękuję Ci kochanie, że jesteś... że dajesz mi sobą tyle szczęścia! KOCHAM CIĘ PONAD ŻYCIE!!! :*


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą

11:29,14 sierpień 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Wyciszony wchodzisz na miesce spoczynku ludzi. Rozglądasz się dookoła niewiadomo czego szukając. Może po prostu chcesz zająć czymś swoje oczy? A potem dochodzisz do stłumionej grupki osób na czarno ubranej (z małymi wyjątkami). Patrzysz na zapłakany wzrok niektórych i zaczyna coś się w Tobie dziać. Nie chcesz sobie wyobrazać siebie w tej sytuacji...Kiedy umierasz, a inni płaczą i odwrotnie, kiedy ktoś bliski Twemu sercu umiera, a Ty nie potrafisz opanować swoich łez. Na Mszy ledwo udaje Ci się skupić. Wciąż wdzierają się do Twojej głowy mysli "co by było, gdyby..." i nie potrafisz ich powstrzymać. Po Mszy ceremonia chowania...ostatnie pożegnanie dobiega końca... Przemówienie mężczyzny, który powstrzymywał cieknące łzy...i na końcu składanie kwiatów...Jedne większe od drugich...Ale i były również pojedyńcze kwiaty...wcale nie gorsze od tych ogromnych wieńców. Kobieta-Anioł jak o niej mówili opuściła ich na ziemi, ale zapewne będzie na nich patrzeć z góry, po boku Boga Ojca. Po posiłku...Jak powiedziala pewna kobieta...Czas nie leczy ran, wręcz odrotnie. Muszę jej przyznać rację. Jeśli się tak na prawdę kogoś kocha... to z biegiem upływu czasu coraz bardziej doswiera nam brak tej osoby. Przez okolo miesiąc bliscy i przyjaciele pomagają nam świadomie lub nie. Ale potem zaczynają się samotne wieczory, krótkie dni. Nie ma się do kogo przytulić, do kogo odezwać. Pusty dom jest dla nas jak więzienie. Wszystko co kiedyś sprawialo nam radość- zdjęcia ze współnych wakacji, wspólnie zakupiony mebel...teraz sprawiają,że płaczemy...wspomnienia.

Za marzenia nie karają...

11:53,11 sierpień 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
...i bardzo dobrze, bo chyba dostałabym dożywocie ;) . Nie wiem czy powinnam tutaj pisać...EEeeee... a co tam... Wiem, że jak będę do tego dążyć to się to spełni. Rozmawiałam ze swoją sąsiadką wczoraj. Jest starsza ode mnie o 3 lata i jest po ślubie ok roku. Opowiadała mi, że ten dom kupili po wzięciu kredytu. Nie chcialo mi się wierzyć... Ale po co miala kłamać. Jej słowa: "Chcieliśmy z Pawłem zbierać na dom, ale tą kwotę uzbieralibyśmy po 50-tce. A wtedy po co byłby nam potrzebmy dom?" I ma rację! Chyba wolałabym wziąć kredyt i spłacać go do tej 50-tki niż męczyć się pod dachem z rodzicami. Uwielbiam robić w ogródku, ale ponieważ moja matka to materialistka nie mogę szaleć :( Tak bardzo mi się marzy jakiś skalniaczek, oczko wodne z kaskadą..mmmm... cudo! I będę musiała na to poczekać...To jest moje takie wielkie marzenie...Takie marzenie najbardziej poki co oddalone... Najblizsze marzenie, to marzenie bliskie memu sercu...Dotyczy mojego bezcennego bogactwa...Ktorego oczywiście bardzo, bardzo kocham... :*

Przyznać się do błędu?

16:27, 7 sierpień 2007 ..   Komentowano 4  razy .. Link
Dlaczego spora część ludzi niechętnie przyznaje się do winy,błędu? Wstyd?Porażka?Może nie chcą,by ich ambicja ucierpiała?A może boją się, że "spadną" w oczach innych? W zależności od charakteru wszystkie odpowiedzi są trafne. Pewnie i byłoby tych odpowiedzi więcej. Szkoda tylko, że nie pomyslą, iż jak się przyznają do błędu, to ich wartość u innych rośnie. Doceniam ludzi, którzy potrafią powiedzieć o swojej winie, błędzie, którzy potrafią tzw "zwrócić honor". Do takich osób należy m.in. mój tato. Przy pracy czasami zdarzyło mu się popełnić jakąś gafę. Gdy to ja miałam rację, on zawsze mówił: "ojjj przepraszam, zwracam Ci córuś honor, miałaś rację". I taka postawa mi się podoba! Wątek pozostawiam do przemyślenia. Czy warto ugryźć się w język i nie przyznawać się do winy? Czy wręcz przeciwnie?

Bogaty= szczęśliwy?

16:04, 7 sierpień 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Ale czy zawsze?Nie. Szczęsliwi są tylko Ci, którzy potrafią spozytkowac pieniądze. Szczęsliwi są Ci, którzy są pogaci, bo sami doszli do dostatku, osiągnęli swój cel.Bogaci, bo lubią pracować i dzięki pracy się zbogacili się. Dzięki włożonemu wysiłkowi mogą zbierać teraz owoce. A jak wygląda taka rodzina? Jaki układ w niej panuje? Jak się w takiej rodzinie rozwija dziecko? Jaka jest zachowana harmonia? Dużo pytań a jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa to: "zależy...". Od czego? Od inteligencji rodziców, od przeszłości, od tego jak oni byli wychowywani. W ilu bogatych ogniskach domowych rodzice spędzają więcej niż 1godzina dziennie z dziećmi? W ilu rodzinach ojciec/matka wie, co lubi robic syn/córka? Ich obecność zastępują drogie, różnego rodzaju zabawki, przedmioty lub niańka (która czasem potrafi zniechęcić dziecko do rodziców). Coś za coś. Pościecenie dla pracy, ale... utrata czasu przeznaczonego dla rodziny."Pracuję, bo chcę zarobić na utrzymanie rodziny". Ale ile pracujesz? Czy nie aby za dużo? I kolejne pytanie...czy w bogatych rodzinach istnieje pojęcie miłości?I jakiej miłości?Jak głebokiej? Aaaaa...no i oczywiście..."zależy". Zależy jak bardzo bogatej, jak bardzo im zależy na dostatku, a jak bardzo są związani z rodziną. Które dziecko (pierwsze bogate, drugie biedne)będzie szczęśliwsze? To, które dostanie drogą zabawkę (tu porównam dwie:lalkę i łódkę), czy to które samo zrobi sobie zabaweczkę (lalkę z różnych materiałów, łódkę wystruga z drewna)? Czy warto żyć w majątku? Czy lepiej żyć w ubóstwie i być kochanym? Być kochanym i spędzać dużo czasu z rodziną. Nie zawsze rodzina nam się podoba, nie zawsze mocno jesteśmy z nią zżyci (albo przynajniej nam się tak wydaje- do czasu), ale chyba wolimy to, niż mieć wszystko pod ręką...wszystko prócz miłości, prócz bliskości z rodzicami, z rodziną. Czy jesteś bogaty? Ja tak...Mam najcenniejszy skarb na ziemi! I co najważniejsze...On kocha mnie, a ja kocham jego.Wszystkim życzę radości ze swojego bogactwa.Nie tylko namacalnego, materialnego...ale tego drugiego, bezcennego...

Co nas trzyma przy życiu?

16:25, 1 sierpień 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Co nas utrzymuje przy życiu? Dlaczego nam się chce żyć? Może marzenia? Wciąż marzymy, by mieć lepsze życie, by coś osiągnąć, by coś mieć... Co jeszcze nam pomaga życ? Cel? Mieć swój cel w życiu też jest fajną sprawą, nie? Dążymy do niego i to nam pomaga przetrwać dni, a gdy już osiągamy cel czujemy się dumni z siebie, wiemy, że sobie poradziliśmy i możemy sobie ufać.Coś jeszcze?Nauka i wynalazki? Czujemy się potrzebni Światu...Może misja?Może niesienie drugiej osobie pomocy? A może chce nam się żyć, bo mamy kogo kochać? Bo jesteśmy kochani? Ogólnie przez miłośc...? Bo mamy bliską swemu sercu osobę, na której możemy polegać, która nas wspiera w trudnych chwilach i którą my czasem wspieramy.Nie czujemy się samotni... A Was co trzyma przy życiu? Dlaczego chce Wam się żyć? A może wręcz przeciwnie? Dlaczego nie?

Istnieje jeden lek na samotność- cierpliwe czekanie

13:24,30 lipiec 2007 ..   Komentowano 3  razy .. Link
W niektórych sytuacjach uwielbiam mieć rację...szczególnie z takim końcem... W pustym pokoju siedzisz gdzieś w kącie. Opatula Cię tylko rytm balladowej muzyki, by depresję samotności powiekszyć. Gdy wychodzisz z domu dobija Cię fakt, że nie masz nawet do kogo się odezwać, bo Twoi przyjaciele są za daleko, by z nimi porozmawiać, wyżalić się. Internet? Owszem jakimś rozwiązaniem jest. Ale na jak dlugo? Z jakim skutkiem? Czekasz na kolejny poranek, bo tylko o poranku możesz porozmawiać z jedną z przyjaciółek. Wyżalić się... Wiesz, że Cię wysłucha i cos poradzi. Cokolwiek powiesz, ona i tak będzie radziła wciąż to samo, wciąż to samo będzie mówić..." Jeszcze będziesz szczęśliwa, jeszcze znajdzie Cię Twoj książę z bajki.. musisz tylko na to cierpliwie poczekać". I myslisz sobie, że łatwo jej tak mówic skoro ma u boku serca swojego wybranka...ale i zaczynasz sie zastanawiać czy czasem ona i racji nie ma. I nastał dzień, w którym zaznałaś szczęścia. Zadowolona z życia, pełna w skowronkach...w brzuchu cała masa motylków, a w głowie marzenia...Wasze marzenia...już nie tylko Twoje, ale Wasze...I znowu przyjaciółka miała rację... Krótka historia z życia wzięta. Łączy ona dwie sytuacje w jedną. Nie chciałam tego bardziej rozdzielać więc połączyłam w jedno, bo i tak koniec jest taki sam... Jedna z moich przyjaciólek czekała na swoje szczęście pół roku, druga zaś około 2lat (od momentu, gdy zaczęły ze mną na ten temat rozmawiać... w rzeczywistości czekały na to dluzej) Dlaczego o tym piszę? Dużo jest samotnych ludzi, nie wierzących w siebie. Gdy się zmienia postawę wobec siebie...wszystko inne też się zmienia. Samotność jest nieprzyjemną "chorobą" wiąze za sobą depresję, przygnębienie, małą wydajnośc pracy i inne skutki. Jednak trzeba popatrzeć czasem z realistycznego punktu widzenia...realistycznego, podchodzącego w optymistyczny. Wiem, ze nie łatwo...Ale należy sprobować. I na pewno nie wolno myśleć, że z powodu urody nie znajdzie się partnera. Masz krzywe nogi(albo Ci sie wydaje, że takie masz), jesteś Twoim zadniem za chuda(chudy), za gruba(-y), brzydka(-i)... To jest za pewno Twoje widzi mi się...A nawet jeśli masz wystające kości... Może i znajdzie się ktoś, kto pokocha najpierw Ciebie, Twoj charakter, a później Twoj wygląd? Jedynym lekarstwem na samotność jest cierpliwość. I chyba się ze mną wszyscy zgodzą. Zawsze trzeba mieć nadzieję (nie koniecznie matkę głupich), że wkrótce ta samotnośc zamieni się w wielką miłość... a na nia zawsze miło się czeka...I samotnośc prawie zawsze owocuje właśnie w miłość...Która pozniej przychodzi.

Znam Cię na pamięć...

11:51,30 lipiec 2007 ..   Komentowano 4  razy .. Link
Siedzisz ponura w pokoju... Patrzysz na telewizor ale i tak myślami jesteś gdzieś dalej. Matka przechodzi koło Ciebie i nie zauważa, że coś Ci jest. Zna Cię tyle lat...a przechodzi obojętnie koło Ciebie i sie pyta co robisz pozniej, bo chce się przejechać na zakupy. Umawiasz się z nią, a ona nadal nie wyczuwa, że nie masz humoru. Nagle wstajesz i idziesz do pokoju po czekolade, by sobie poprawić nastrój. Niby to pomaga. W tym czasie zauważa Cię Twój partner. Podchodzi i od razu zadaje pytanie "co się stało?". I mimo Twojego odbiegania od tematu, przeczenia, że coś się stało on i tak widzi prawdę zapisaną w Twoich oczach, Twojej mimice twarzy. Własna matka nie poznała, że coś Ci jest... a Twoj meżczyzna znająć Cię zaledwie (aż?) osiem miesięcy zna wszystkie Twoje spojrzenia na tyle, by wiedzieć, że coś Cię trapi. Nie ukryjesz nic przed nim. I z jednej strony się cieszysz, że masz kogoś przy sobie, kto Cię kocha i zna na pamięć każdy wyraz twarzy... a z drugiej strony martwisz się, że czasem nie w porę wykryje, że jesteś smutna...bo nie bedziesz chciała go obciążać swoimi nastrojami,tym bardziej, że i on humoru być może nie będzie miał. Tego się boisz. Tyle za Tobą smutków i wylanych łez... w wszystko po to, by teraz być tak bardzo szczęśliwie zakochaną. Opłacało się cierpieć, by później odnaleźć najcenniejszy skarb...by zostać najbogatszą osobą do końca życia...


Kiedy dwa serca łączą się w jedno...

11:27,16 lipiec 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Przygnębiony siedziałeś tyle czasu...Smutek opatulał Cię samotnością wielokrotnie... Na zachody i wschody słońca nie mogłeś sam patrzeć, bo mówiłeś, że to jest widok godzień ogladania we dwoje, nie w pojedynkę, piękno się wtedy marnuje, bo o jedną osobą, która by to doceniła jest mniej. Na kwiaty parzeć też nie umiałeś, bo mimo, że chcialeś je ofiarować, nie miałeś komu. Rozmyślania na ławce w paru też Ci nie służyły, bo widok zakochanych, ściskających się przytłaczał Cię jeszcze bardziej. Więc siedziałeś cały dzień w domu i nawet bałeś się włączyć telewizor czy komputer, internet, gdzie widziałbyś sylwetki kochających się ludzi. Nie pozwoliłeś sobie nawet przetyczać do końca nagłówków dotyczących miłości... A dobierając muzykę jakiej słuchałeś musiałeś się niemało pomęczyć, by w żadnej zwrotce, refrenie nie było słów miłości. Ballady? Dlaczego nie, byle z dala o samotności, smutku... nie chciałeś bardziej do tego przywyknąć. Boisz się włączyć jakiegokolwiek komunikatora, by nie przeczytać przypadkiem opisu kolegi, kierowanego do swojej dziewczyny... Co jakiś czas odblokowywałeś funckję pisania do Ciebie numerów nieznanych... Bo po co mieć w liście masę dziewczyn, które i tak Cię kiedyś oleją, zostawią, wykrzystają. No i natrafił się kiedyś taki dzień, gdzie pewna dama napisała do Ciebie z zapytaniem, czy nie może się tylko Tobie wyżalić, a Ty nie musiałbyś nic pisać, tylko byś ją przeczytał, potwierdził, tylko/aż tyle dla niej. Wybrała Cię całkiem losowo...Nie chciala wybierać. Po prostu los ją na Ciebie nakierował. Zgodziłeś się, by napisała co ją gryzie... Pisała rzeczy niemalże podobne do tych, które i Ciebie męczą... Pisała, że uwielbia ludziom pomagać, a sama sobie nie umie. Ty zaś czytaleś z wielką ciekawością, zaintrygowała Cię jej wypowiedz. Co więcej...zrobiło Ci się jej żal...Po raz pierwszy w życiu pomyślałeś, że ktoś ma od Ciebie gorzej... I mimo, że nie chciala, byś jej pomagał, byś coś radzil... Ty zacząłeś pisać. Ona nie patrząc na monitor, zapatrzona w klawiaturę nie zauważyła, że pisałeś do niej. Gdy zauważyla, zamilkła... czytała co jej napisałeś. Popłakała się...


Opinia społeczeństwa

13:57,14 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
W dzisiejszych czasach podjęcie jakiejkolwiek decyzji zależy od opinii społeczeństwa. Poprawcie mnie jeśli się mylę. W dzisiejszych czasach, by przetrwać jakoś, "trzeba" mieć na uwadze zdanie innych... Napisałam słowo "trzeba" w cudysłowiu, bo teoretycznie to pomaga w życiu. Ale czy jest dla nas ważne słowo, opinia innych, to już zależy od nas. Są ludzie, którzy nie podejmą dobrej decyzji dla siebie tylko dlatego,bo innym to sie nie spodoba, bo inni będą obgadywać, będą plotkować, krzywo patrzeć. Próbowałeś/ łaś związać się z kobietą starszą/ mężczyzną młodszym? Albo niższym/ wyższą parneterem/ partnerką? Jak inni patrzyli na Ciebie? Dziwnie? Dlaczego? Bo wykroczyleś/ łaś poza ich normy. Im się nie będzie podobal związek, który odbiega od normy. Ludzi tolerancyjnych jest na świecie niewiele, tak samo ludzi, którzy nie patrzą na opinię społeczeństwa. Chcecie inny przykład? Kupno ładnego, modnego ciucha, który jest wyzywający, rzucający się w oczy. Tobie się podoba, ładnie w tym wygladasz...ale czy innym będzie się tak samo podobalo? Przykladów mogłabym napisać wiele, bardzo wiele... i z życia wzięte ( z mojego życia) i wymyślone, przypadkowe sytuacje, którym ludzie nie popuścliliby. Co mnie denerwuje, irytuje? To, że są ludzie, dla których opinia ludzi się liczy...Którzy boją podjąc jakąś decyzje z podowu zdania innych. Szczególnie, gdy podjęcie tej decyzji ma nam i innym ulatwić życie... Myślcie o sobie, o swoich potrzebach... a nie o tym, co pomyslą inni. To jest Wasze życie...nie ich.

Opowiadanko: "W objęciach gwiazd"

13:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Spokojny, gwieździsty środek nocy. Wracają samochodem do swojego domu na obrzezach miasta. On wpatrzony w nią głaszcze ją po nagim kolanie. Delikatnie wędrując w stronę jej czarnych, koronkowych stringów. Z uśmiechem spojrzała się na niego i odsunęła jego ciepłą dłoń. Po kilku minutach dojechali na miejsce. Ledwo wyszli z krwistego audi, a zaczęli się całować. Zatrzymali się przed dwrzwiami, by je otworzyć. Ona szukała w torebce po omacku kluczy, a on ją calował po szyi wplatając przy tym swoje palce w jej rozpuszczone, dlugie, blond wlosy. Po wejściu nie zapalali nawet światła w domu. Rzucila torebkę na szafę obok telefonu. Spadła na ziemię, nie podniosła jej, wciąż się całowali. Zdjął z niej czarny sweterek i zaczął całować jej gołe ramiona...potem szyję...usta...Ona powoli rozluźniala jego krawat, gdy go zdjęła, zaczęła rozpinac powoli guziki jego niebieskiej koszuli. Tak się calując, szli niemalże po ścianach w kierunku ich sypialni. Pól nagi zapalił świecę koloru dojrzałej śliwki, by lepiej widzieć jej zaraz nagie cialo. Ona zaś włączyła wierzę, by muzyka ich dopieszczała jeszcze bardziej. W rytm muzyki zdjął jej suknię z falbanami. I nie zwarzając późńiej na rytm muzyki zaczął ją gwałtownie całować po całym ciele. Ręce wędrowały po jej plecach. Niemalże poplątały mu się palce podczas odpinania jej biustonosza. Ona natomiast trzeźwo odpiwła mu pasek od spodni i zdjęła stanowczym ruchem jego spodnie. Ich usta zwowu się spotkały całując się z namiętnością. Nie mógł wytrzymać i utworzył ścieżkę od ust przez jej jedwabny, mały biust po jej brzuch. Klękając przed nią zębami zdjął z niej ostatni skrawek materiału. Wstając uniósł ją i połozył na łóżku, nie będąd mu nic dłużna również zdjęła mu jego bieliznę. Leżeli już na miękkim, dużym łóżku oboje nadzy. Ich ciała rozświetlał mały płonień biegnący od migoczącej, stojącej na nocnym stoliku świecy. On w pozycji na pół siedząco, a ona leży pod nim. Muzyka ucichła...teraz ich ciała współnie będą grać. Spletli swe ciepłe dłonie w jedne, by jeszcze bardziej się poczuć. Zaczął ją całować od góry... Od dłoni, przez nadgarstki, ręce, szyję...Zahaczył o usta, by mógł wędrować dalej przez dekold, zatrzymując się na biuście, na stojących sutkach...Palce lewej dłoni ponownie wtopił w jej miękkie włosy, a prawą dłonią masował jej lewy bok ciała. Z rozkoszy wyginała się i mruczała jak mała kotka. Potem całował jej brzuch, ominął brzoskwinkę całując dalej jej nogi. A ona nadal z podniecenia rysowała swoim ciałem na pościeli esy. W końcu wrócił do brzoskwinki...soczystej, pachnącej jego ulubionym zapachem. Zaczął lizać i delikatnie podgyzać. Ona zaczęła jęczeć i wdychać...a dłonie jej ściskały pościel. "Pocałuj mnie"- cudem wyszeptała. Spełnił jej wolę. Pocałował ją a potem zaczęłi się kochać. Namietnie tak, mocno, szybko...chwilami wolniej i delikatniej. Ona krzyczała jak nigdy, on również. Pozycje mięli różne. Wciąż specieni w jedno leżeli w świetle migoczącej jeszcze świeczki, która powoli zaczynała gasnąć. Zasnęli niemalże równo, w nagim uścisku. Świeczka zgasła.

Rodzina najważniejsza

13:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Przychodzisz z pracy, szkoły do domu. W domu nikogo nie ma... Siedzisz w pokoju, czytasz książkę. Nagle wchodzi mama lub tata... Zadowolony/a jestes, ze w koncu ktoś posiedzi z Tobą. A tu nagle... Wyzywa Cię za jakąś błahostkę (np za złe miejsce postawonego wazony, za nie takie zerwane kwiaty). Powod? Szef czy ktos z brygady wyzwał rodzica za coś, co wydawalo się dobrze zrobione. Ile takich scen bylo w domu? Inaczej... Przychodzisz z imprezy rano, mama czeka na Ciebie w fotelu... "troszeczkę" tylko zla, że tak poźno wróciłaś (wróciłes). Wstajesz koło południa a tutaj nagle lista spraw do zrobienia... do zrobienia na kacu... Różne historie mialy miejsce w moim domu...Jak w każdym ognisku, bylo pare zacięć, kłotni... Wielokrotnie mówiłam, ze żyję w domu wariatów (bo skoro kłotnie byly o głupstwa...?). Wczoraj oglądałam serial...znany i lubiany pewnie przez większość z Was ("Skazany na śmierć). Gdy zobaczylam jak głowni bohaterowie żegnają się przed śmiercią jednego z nich.. łzy mi tak poleciały, że długo nie mogłam się uspokoić... Płakałam, bo nie wyobrażam sobie śmierci któregoś z członków mojej rodziny... Z bratem, z tata jestem bardzo związana, zzyta.. i bez nich...byloby strasznie. I mogę mówić,ze żyję w domu wariatów, a w rzeczywistośc, w sercu czuję zupełnie coś innego. Nawet jak nie mam dobrego kontaktu z mamą... jej teżby mi zabrakło.. i to bardzo.. bo o ona mnie zawsze sprowadza na ziemię. W dzisiejszym świecie jest dużo patologii...Spotykamy ją w pracy, szkole... i niestety w domu. Ilu z Was siedzi przed komputerem, bo tak jest wygodniej? Odizolować się od rodziców, którzy wrzeszą na siebie...Odizolować się od Świata, który "niby" Was nie lubi, nie popiera i nie akceptuje... Ilu z Was nie cieszy się z ogniska domowego jakie u Was panuje? Za mało w nim ciepla? Dlaczego? Każdy patrzy na siebie, staje się egoistą... a pozniej, gdy dorasta...mięknie. Chce do matki, ojca. Chce miłości. Nawet w patologii jest mała iskierka miłości , którą trzeba bardziej rozżażyc...jak bardzo będzie rozżażona, zależy od nas... Postarajcie się kochać rodziców, rodzinę taka jaka jest...Czasem jest ciężko...ale zawsze to jest nasza rodzina, za którą będziemy tęsknić...

Lekkomyślność, głupota i bezradność...

13:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Ludzie często piszą do mnie, gdy mają jakiś problem...Nie jest mi to obojetne, lubie pomagać... Ale czasem zapominają, że jest takie coś jak realistyczne podejscie do świata, nie tylko pesymizm... Strasznie mnie irytuje takie jednokierunkowe podejscie do roznych spraw. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji trzeba się dobrze i dlugo zastanowic...Bo jakby nie patrzec, każda decycja pociągnie za sobą jakieś konsekwencje i dobre, i zle... łatwo jest podjąc decyzje, ale trudniej jest później poradzić sobie z konsekwencjami... Często nawet dorośli ludzie, ludzie niby dojrzali, inteligentni decydują się na coś, co potem przemienia się w problem, który z dnia na dzień narasta. Podejmujmy decyzje z głową, patrząc na przyszlość... Nie lekkomyślnie...Nie tak, by nas coś chwilowo zaspokoiło potrzeby...Bo pozniej okazuje się, że w życiu jesteśmy calkiem bezradni... Naważyleś sobie piwa, to je wypij...

Wszystko się kręci wokół choroby alzheimer'a...

13:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Jest taki dzień... kiedy się budzimy i wszystko wydaję się inne... Pomieszane...Łyzki są polożone na miejscu noży, noże w bieliźniarce, przykrycie od margaryny do smarowania pod poduszką... Zaczęło się na dobre... Choroba o ktorej mało kto wie...Mało ludzi wie, jakie są objawy tej choroby... Czy ja wiem? Aż za dobrze chyba...Przeraża mnie to z każdym dniem coraz bardziej. Mam babcię chorą na alzheimera. Jeszcze kilka lat temu była elegancko ubraną, roześmianą, troszkę otyłą starszą kobietą... dziś? Dziś ubiera dwie spodnice na raz, czasem brudne buty, chodzi nieuczesana i nie umyta, wyraz twarzy prawie caly czas smutny do tego sylwetke ma teraz prawie jak anorektyczka... Nie może sama zosztać w domu, bo może spowodować nieszczęście... Często zostawia odkręcony kran, zapalone światlo, czy gaz niezakrecony...Uwielbia chodzic, co sprawia kolejną trudność... Ucieka z domu, bo chce isc na spacer... a spacer nie jest krotki, bo ok 12km ( zdarzylo sie dwa razy). Co zrobić z tym fantem? Zostawić na pastwe losu? Nie. Trzeba cos z tym zrobic, tylko co... Oddac do domu opieki? Spokojnej starosci? Do domu codziennej opieki? Dobrze. A co powiedzą inni ludzie na to? Nie jestesmy odpowiedzialni? Wlasnej rodziny chcemy sie pozbyc? Nie! Chcemy zapewnićjej fachową opiekę, wsrod ludzi, ktorzy sie na tym znają, ktorzy są bardziej cieprliwi niż my. Probuje namowic mame, by oddale babcie do takiego domu, lecz ona boi sie...Mogę ją z jednej sttrony zrozumiec...ale brak jakiejkolwiek decyzji pociągnie za sobą konsekwencje... ktore będą męczyc sumienie...Ale nie moje... Ja zrobilam dużo...wciąż robię... Nie wiesz co to jest za choroba? Zajrzyj http://www.alzheimer.pl/

...

13:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
Idziesz sobie ulicą i patrzysz przed siebie... Głowę masz spuszczoną w dół... wzrok wbity w chodnik...czasem tylko spoglądasz czy na kogoś nie wpadasz... Mijają Cię ludzie...Wyrazy ich twarzy mówią Ci, że są szczęśliwi. Dlaczego są szczęśliwi? Mają do kogo życ? Są zakochani? Układa im się? Ty też jesteś zakochana...Masz chłopaka, powinnaś się cieszyć...radować. No tak.. ale co z tego, że jesteś zakochana? Co z tego, że obdarzyłaś kogoś uczuciem...Jak to uczucie do Ciebie nie wraca? Tęsknisz...ale on za Tobą nie za bardzo. W domu też Ci się nie układa jak byś tego chciała... wciąż kłótnie z mamą, bratem...A tata jak wraca z trasy nie ma czasu porozmawiać poważnie z Tobą, nie ma kiedy wysłuchać Twoich wyżaleń...Przyjaciółka też nie ma dla Ciebie czasu, zakochana poświęca czas swojemu mężczyźnie...co Cię oczywiście nie dziwi, bo sama byś poświęcała jemu czas...jakby był przy Tobie. Siedzisz przed komputerem, wchodzisz na GG , czat...tylko po to, by poklikać z kimkolwiek, by się pośmiać, poprawić humor, by zapomnieć o smutkach. Poznajesz internetowych przyjaciół z którymi spotykasz się raz na jakiś czas...Na czacie wiedzą ,że lubisz pomagać więc przybierasz postać wirtualnej psycholoszki...lubisz tą rolę. Przychodzi nagle taki dzień, że dla osoby potrzebującej zmieniasz plan dnia,by jechać do tej osoby, by pomóc.Jedziesz tam by wysłuchać,a sama wyżalasz się z części swojego życia... (...) I nagle pojawia się sens życia...Kochasz i jesteś kochana. Tęsknisz i za Tobą tęsknią. Żyjecie razem, razem idziecie po drodze, gdzie nie ma żadnych wyrw, żadnych dziur... A jak już się taka pojawi...nagle znika...Kłócić się nie umiecie...i po co się tego uczyć?Niepotrzebnych rzeczy w życiu nie należy się uczyć, zbędne. Mieszkacie już miesiąc ze sobą...Czekasz za nim z goracym obiadem, by mógł zjeść po pracy... Ledwo wchodzi do domu, a Ty witasz go całując delikatnie w usta. Rano zawsze budzisz go do pracy...przechodzisz tą całą męczarnie, a w nagrodę dostajesz buziaka i słowa miłości...i jesteś zadowolona mimo, że zanim zaśniesz on zdąży zacząć pracę. Jesteś szczęśliwa jak nigdy dotąd...I niech tak zostanie...

Za co siebie lubię?

11:00,13 lipiec 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
Kilka dni temui zadała mi to pytanie moja przyjaciółka, ktora to samo pytanie zobaczyla w internecie na jakiejs stronie (chyba). Zastanów się za co siebie lubisz... Jeśli chcesz... napisz...jesli nie, zachowaj to dla siebie, pomyśl nad sobą... Za co ja siebie lubie? Za to, że jestem otwarta, szczera...Za to, że lubie pomagać ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. Za to, że dążę do celu, za to, ze lubie pracę. Za wrażliwość, czyłość, opiekuńczość, towarzystkość, zaradność... Za to,ze czasem jestem samowystarczalna...Za realizm... (...)


Forum, Protetyka